Letni sobotni, ciepły i spokojny wieczór.

Rozleniwiona z książką leżę w łóżku otulona tylko jedwabnym szlafrokiem w kolorze burgunda. Zamyśliłam się wspominając wydarzenia z zeszłego tygodnia. Ślady po psich pazurach już prawie zniknęły z mojej skóry.

Myśli automatycznie obudziły we mnie demona.

Z marzeń wyrywa mnie dzwonek telefonu.
– tak?
– za pięć minut masz być gotowa do wyjścia.
– jak to?
– tak to, nie dyskutuj ze mną.
– ale ja…
– nie obchodzi mnie co Ty.
– nie jestem ubrana.
– to się ubierz, zostały Ci zaledwie minuty, zabiorę Cię z domu w tym w czym zastanę.

Po tych słowach telefon umilkł, połączenie zostało zakończone.

OH KURWA!

Spojrzałam na zegarek, zostały mi zaledwie 2 minuty.
Zerwałam się z łóżka, książka spadła na podłogę otwierając się na ostatnio czytanej stronie.
Złapałam za letnią sukienkę rozwiązałam szlafrok i szybko założyłam moje ulubione groszkowe wzory.
Dzwonek do drzwi…
Nie mam już czasu. Ociągam się z ich otwarciem, serce mi wali jak oszalałe…
Zanim otwieram zakładam balerinki.

Tak…
– Nareszcie su. Co tak długo? Przecież wiesz, że ja czekać nie lubię.
– witaj, tak wiem, że nie lubisz czekać. Wybacz…
– chodź wychodzimy, jedziemy na ognisko
Uśmiechnęłam się słodko.
Lubiłam spędzać z nim czas i w tej całej otoczce perwersji i deprawacji jak i zupełnie normalnie, na kawie czy właśnie tak jak teraz jadąc na ognisko do pobliskiego lasu.

– słuchaj, a ile tam będzie osób? – zapytałam idąc obok niego leśną ścieżką.
– niewiele, jakieś dwanaście czy trzynaście. Zobaczymy jak dotrzemy na polanę.
– a będą tam jakieś inne kobiety? – zapytałam nieco zaniepokojona.
– głupia, oczywiście, że będą. Ale wiesz, żadna nie jest tak wyjątkowa jak Ty.

Wyłoniwszy się z kniei, moim oczom ukazała się zalana wieczornym ognistym płomieniem słońca polana, na której widać było domki, stoły piknikowe oraz palące się ogniska.

– oh ile ludzi!
– a coś myślała, że wywiozę Cię do lasu i zgwałcę? – roześmiany spojrzałeś na mnie.
– yyy, nie. Nie pomyślałam tak.
Zawstydzona swoimi nadziejami na perwersyjne rżnięcie w jeżynach i gęstwinie pokrzyw schowałam zarumienioną twarz we włosy.
– ale moment. Co Ty się tak krzywisz? Myślałaś, że Cię przelecę w tym lesie?
– …
– HAHA, jesteś zboczona i właśnie to w Tobie lubię.
Mówiąc to, położyłeś rękę na moim tyłku.
– Aneta?
– tak?
– gdzie masz majtki?
– nie zdążyłam się ubrać, mam na sobie tylko sukienkę…
– perwersyjna suka z Ciebie, wiesz?
Na moją twarz znów wpłyną piękny odcień pąsowej róży.

Dotarliśmy na miejsce.
Wszyscy siedzieli przy ławie pod zadaszeniem, faktycznie kobiet było sporo.
Większość z nich była ze swoim partnerem. Dwie z dziewczyn same tworzyły parę, strasznie się z tym obnosiły.
Obściskiwały się siedząc przy ławie, w ogóle nie zwracając uwagi na otaczające je inne osoby. Widziałam zgorszenie w oczach innych dziewczyn.

– Aneta, nie gap się tak namolnie na nie – szepnąłeś mi do ucha.
– nie mogę od tej blondynki oderwać oczu.
– podoba Ci się, bo przypomina Sandrę – zauważyłeś. Kiedyś opowiadałam Ci jak poznałam Kamilę i w ogóle o mieszkaniu w Koraliku.

Zjedliśmy kiełbaski z ogniska, a towarzystwo powoli się rozmywało gdzieś po krzakach. Na miejsce tych, którzy się żegnali pojawiali się nowi, którzy się witali. Zostałyśmy tylko dwie. Ja i taka brunetka, która przyszła w towarzystwie cichego i gburowatego faceta z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Miałam wrażenie, że dziwnie się na mnie patrzy.

– Boże jakie NUDYYY – brunetka ziewnęła przeciągając się zaprezentowała swoje zajebiste ciało, tak że zwróciła moją uwagę oraz uwagę mojego Pana, który chwilę później skarcił mnie wzrokiem za wpatrywanie się w jej biust.

– nie gap się – warknąłeś.
– przepraszam – odszepnęłam.

– to może w coś zagramy? – zaproponowałeś wyjmując talię kart z plecaka.
– o super! Tylko w co? – jej oczy błyszczały, ciemne prawie czarne niczym oczy demona hipnotyzowały mnie do takiego stopnia, że aż musiałeś mnie szturchnąć.
– w tysiąca? Może w pokera?
Brunetka klasnęła w dłonie z dziką aprobatą.
Spojrzałeś na mnie wyzywająco, wzrokiem który doskonale znam z innych okoliczności. Przez moje ciało przebiegł dreszcz.
– to co? Poker tylko dla odważnych i dorosłych?
Na polanie została już tylko nasza paczka i trzech chłopaczków w oddali.
– na jakich zasadach? – zapytałam.
– to proste, przegrywasz i ściągasz jakiś ciuch – powiedziała brunetka.
Przez moja twarz przemknęło przerażenie, które z pewnością zauważyłeś…
– nie. Mam lepszy pomysł. Przegrany wybiera – prawda czy wyzwanie – spojrzałeś na mnie z rozbawieniem. A ja odetchnęłam z ulgą. Dobrze wiedziałeś, że grać w pokera nie potrafię.
Szybkie przypomnienie zasad, a ja wpatrzona w Twoje usta słuchałam tego co do mnie mówisz. Rejestrowałam każde słowo.
– gramy na poważnie całą talią, normalny zwykły pokerek: para, dwie pary, trójka, strit, kolor, full, poker, królewski poker – może być ?
Brunetka przytaknęła. Pomyślałam, że ja gorsza nie będę.
– Też chcesz grać Aneta? Pewna jesteś? Wiesz, że możesz żałować?
– jestem pewna. Chcę zagrać, najwyżej przegram. Przecież to nic strasznego czy trudnego.
– to się jeszcze okaże su – su! Nazwałeś mnie su!
W moich oczach pojawiła się niepewność. Nigdy nie nazywałeś mnie tak w obecności innych ludzi.

– no dobrze, ale zapałek to raczej nikt z nas nie ma, a zapalniczek będzie za mało. To może dwie najmłodsze osoby nazbierają szyszek?

Wypadło na mnie i na brunetkę. Poszłyśmy w las razem, przy okazji przypominając sobie nasze imiona.
Okazało się, że Lidka zna długo Karola. Skąd? Wolę nie wiedzieć.

– to znaczy, że jesteś jego nową suką?

Zaskoczyło mnie jej pytanie, wystraszyłam się i zaczęłam się rozglądać na boki, ale wśród drzew nie widać było nikogo. Szłyśmy dalej w milczeniu oświetlając sobie drogę latarką.

– to nic złego, przepraszam jeśli Cię uraziłam – mówiąc to Lidka pocałowała mnie w policzek.
Zamarłam pod jej chłodnymi ustami. Jej skóra była elektryzująca, jej dotyk paraliżował… Zamknęłam oczy. Poczułam ciepło powietrza wydychanego przez jej usta na swoich… To była chwila, muśnięcie delikatnej skóry warg. Lidka wtopiła swoje palce w moje włosy, szarpnęła, a ja jęknęłam jej w usta.

Otworzyłam oczy przerażona tym co się stało.

– bądź spokojna – powiedziała Lidka – nic mu nie powiem.
– byłabym wdzięczna. – Wymamrotałam – Chociaż on wie, że lubię też i kobiety, natomiast „to” było bez pytania i bez jego zgody…
– zapewne by Cie ukarał, a ja nawet wiem jak – dokończyła za mnie.
Zamilkłam. Spojrzałam w jej oczy. Ona się uśmiechnęła.

Nazbierawszy szyszek wróciłyśmy do grupy, która jeszcze bardziej się zmniejszyła. Zostało nas sześcioro, my dwie i czterech mężczyzn. Zjedliśmy kolejne kiełbaski z ogniska.

– Cześć Wam – powiedział jeden z trzech dresów, którzy wcześniej pili na dalszej ławce, podeszło do nas.
– witamy – odpowiedział facet, który przyszedł z Lidką, Lidka natomiast im pomachała.
– możemy się dosiąść? Chętnie byśmy dołączyli do waszego pokera. – Powiedział niski i krępy chłopaczek i charakterystycznej twarzy. Już gdzieś widziałam tę twarz. Tylko gdzie? Nie mogłam sobie przypomnieć.
– jasne siadajcie. – Powiedział jeden z nieznanych mi mężczyzna nawet z imienia, nigdy wcześniej ich nie widziałam.

Chłopaki siedli, podzieliliśmy szyszki i Karol rozdał karty, każdy z nas dostał pięć kart.
Spojrzałam w swoje karty, wszystkie czerwone. Dama i król, dziewiątka karo oraz 3 i 5 kier. Poczułam się zdezorientowana. Niby mam damę i króla, niby tworzą parę… ale chyba nie? Nie to nie to, tak pary wyglądają w tysiącu.

– to co? Duża szyszka 20, mała szyszka 5.
– zacznijmy już! – Lidka, aż zatarła ręce.

Każdy wpatrywał się w swoje karty.
– wchodzę w to, dam 30 – powiedziałeś, rzucając wyzwanie nowym kolegom z ironicznym uśmiechem patrząc w ich stronę.
– i moje 10 – wypaliłam
Koledzy w paski spasowali.
Lidka patrzyła w karty, kątem oka co chwila patrząc w moją stronę.
– wasze 40 i moje 50 – powiedziała po chwili, słodko się przy tym uśmiechając.
– ok, dobra – szepnęłam – i 20.
– co tak oszczędnie Anetko? – naśmiewałeś się ze mnie. – odwagi nie masz? – aż się we mnie zagotowało. – ja pasuję.
Podałam 3 karty Karolowi, Lidka wymieniła dwie. Zajrzałeś w moje karty, ale z Twojego spojrzenia nie byłam w stanie niczego odczytać. Dostałam trzy dziewiątki, miałam już jedną więc teraz miałam już karetę. Nabrałam pewności siebie.
– dam jeszcze 30 – powiedziałam spokojnie, patrząc Lidce w oczy.
– ok, dobrze. Ja też dam 30 i sprawdzam. – położyłam swoje karty na stół. Lidka zrobiła to samo.
Karol się podniósł, żeby dojrzeć jakie karty miała Lidka.
– trójka i para – powiedziałeś uśmiechając się do mnie.
– to znaczy, że wygrałam?
– tak su – powiedziała Lidka – wybieram wyzwanie – mruknęła.
– ściągnij coś z siebie – uśmiechnęłam się słodko – Lidka odwzajemniła uśmiech i zdjęła przez głowę letnią sukienkę. Siedziała teraz w samej koronkowej bieliźnie, koronka była ozdobiona srebrną nicią która mieniła się w blasku ognia. Ten sam ogień wydobywał z jej kształtów jeszcze więcej piękna. Widziałam jak na nią patrzysz, ale nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie. Ważne, że sama mogłam patrzeć.

Przejęłam karty, zwinnym ruchem przetasowałam. Tak wiem. To robi wrażenie.
Zwinnie rozdałam karty.
Zajrzałam w swoje, dwójka karo, trójka pik, siódemka kier oraz dama i walet karo. Zamyśliłam się…
– wchodzisz? – zapytał jeden z dresów.
– tak przepraszam, i moje 10 – szepnęłam lekko speszona.
Lidka spasowała, chwilę po niej dwóch pasiastych nowych przyjaciół również.
– i moje 50 – powiedziałeś ironicznie się uśmiechając do mnie – co? Strach Cię obleciał? Nie dasz rady? Za słabe karty masz?
Zmrużyłam oczy wymieniłam dwie karty, Ty zostałeś przy swoich kartach.
– i co mała? Wymiękasz?
– nie, nie wymiękam! Dorzucę kolejne 50.
– i moje.
– dobrze, to sprawdźmy.
Położyłam swój uciułany kolor, zobaczyłam u Ciebie cztery czwórki. Zbladłam w jednym momencie.
– prawda czy wyzwanie? – wyszeptałeś.
– … – o kurwa mać, pomyślałam. Jeśli wybiorę prawdę zapyta o Lidkę… Spojrzałam w jej kierunku, patrzyła na swojego chłopa gmerającego badylem w palenisku. – Wyzwanie.
– no więc su, zawsze marzyłem aby zobaczyć Cię w akcji z trzema czy czterema obcymi facetami na raz.
– nie, no chyba sobie ze mnie żartujesz! Powiedz, że żartujesz, błagam nie rób mi tego.
– nie Aneto, jak doskonale wiesz ja nigdy nie żartuje…