Miałam wtedy jakieś siedemnaście lat.
Rodzice od zawsze uważali, że jestem zdolna więc posłali mnie rok wcześniej do szkoły. Liceum skończyłam z całkiem niezłymi wynikami, złożyłam więc papiery na upatrzone studia.
Oczywiście ojciec był na mnie wściekły, bo dostałam się tam gdzie chciałam czyli na dziennikarstwo, a że nie złożyłam papierów na kierunek, który on chciał abym studiowała miał być o co zły. W związku z tym nie starzy nie chcieli pomagać mi finansowo, więc musiałam wybrać najtańszą z możliwych opcji dla zamieszkania podczas nauki w innym mieście.

Bursa, w której zamieszkałam była w dawnym klasztorze z XVII wieku, śliczny dwu piętrowy budynek z poddaszem zaraz przy szkole.
Mieszkały tutaj tylko kobiety, ale w różnym wieku. Nawet nastolatki z pobliskiego liceum profilowanego.

Zajmowałam pokój czteroosobowy na poddaszu z pięknym widokiem pobliski park. Wnętrze budynku było przytulne, budowla w kształcie studni o tyle wygodna, że można było przejść dookoła całości bez konieczności cofania się z jednej części do drugiej.
Wejścia do Koralika, pilnowało na zmianę 3 dozorców, ale z tego co zauważyłam i tak można było obejść ich w jakiś tajemny sposób, ponieważ parę razy widziałam chłopców na korytarzach lub ukradkiem wychodzących z pokoi dziewczyn.

Kamila była pierwszą moją przyjaciółką poznaną w obcym mieście, z którą zresztą dzisiaj pracuję w wydawnictwie i którą do dziś uważam za jedną z najlepszych moich przyjaciółek, ale zanim się zaprzyjaźniłyśmy…

***

– To moje łóżko – powiedziała drobna czarna dziewczyna.
Zabrałam swoje rzeczy i przeniosłam się na kolejne.
– To także jest moje łóżko.
Spojrzałam na nią zdegustowana jak i zaskoczona jej zachowaniem.
– Wszystkie są moje – powiedziała rozbawiona słodko się przy tym uśmiechając.
– No to już przesada… – pomyślałam przewracając oczami ze zniecierpliwieniem. – No ale przecież gdzieś muszę spać. Mam przydział do tego pokoju, więc do jednego z tych łóżek także.
– O nie kotku. Ale podłoga jest wolna – powiedziała, odwracając się plecami do mnie.
– No chyba żartujesz! I nie nazywaj mnie kotkiem – syknęłam oburzona.
– Nie, nie żartowałam.

Mała czarna miała na imię Kamila, na noc do pokoju nie wróciła, więc wszystkie rozłożone przez nią ubrania przeniosłam z jednego z łóżek tak, abym mogła spać w jednym z nich. Zasnęłam szybko, zmęczona całym dniem.

****
Rano zaczął się koszmar.
W akademiku był zwyczaj kocenia wszystkich nowych mieszkańców. Mnie fala również nie ominęła.

Szłam korytarzem do kuchni.
– Kici kici – ktoś zawołał za moimi plecami. Nie robiąc sobie nic z prowokacji szłam dalej.
Kobieta podbiegła do mnie, złapała mnie za pasek torby z książkami zrzucając ją z ramienia. Wszystko ze środka z hukiem rozsypało się po posadzce.
– Zbieraj to, zbieraj szybko – ponaglała. – A następnym razem reaguj jak się ciebie woła.
Byłam przerażona.
Kobieta nachyliła się, była blondynką z włosami gdzieś do brody, miała takie dzikie zielone oczy. – Cholera ładna jest – pomyślałam podziwiając jej urodę.
– Karolina jestem – powiedziała żując z otwartą buzią gumę. – Teraz pójdziesz ze mną.
– Po co? – dopytywałam.
– Pranie mi zrobisz – burknęła, najwyraźniej zaskoczona moją postawą. – mamy tutaj taki zwyczaj, że koty takie jak Ty przechodzą szkolenie – mówiła spokojnie. – A ja zajmę się twoim. Ja Ciebie wyszkolę i nauczę jak żyć. Chcę ci pomóc. Powinnaś mi być wdzięczna.

Poszłam za Karoliną do jej pokoju. Weszłam wystraszona do pomieszczenia, ukradkiem rozejrzałam się, zauważyłam, że pokój był również czteroosobowy. Dokładnie taki jak mój tylko, że na jednym z łózek siedział chłopak, który bacznie mi się przyglądał.
– Wszystko ma być uprasowane i złożone – powiedziała wskazując mi koszt z brudami. – A rano wszystko to dostarczysz mi do pokoju.
Bez słowa podeszłam we skazane miejsce, trochę się ociągając wyjęłam z niego brudne rzeczy.
– Kici kici – słodko powtórzyła słowa przywołania kota do siebie.
Odruchowo przerwałam wyjmowanie ubrań.
– Nie, nie będziesz się mną wysługiwać – wysapałam przez zaciśnięte zęby.
– To się jeszcze okaże.
Odwróciłam się, chciałam wyjść, ale mężczyzna wstał i zagrodził mi wyjście z pokoju.
– A co to? Kotek pokazuje pazurki?
– Wypuść mnie – prychnęłam.
– Nie moja droga, najpierw poniesiesz karę za nieposłuszeństwo.
W tym momencie do pokoju weszła Kamila.
– Karola, co Ty robisz?
– Jak to co? Bawię się z kotkiem.
– Daj jej spokój, ona mieszka ze mną. Wiesz, że lubię spać w nocy, nie potrzebne mi płacze i spazmy w pokoju.
– Ah…
– Zmykaj mała – powiedziała Kamila do mnie. Przemknęłam szybko za jej plecami.

Co było dalej? O czym rozmawiali? Nie wiem.
Poszłam do pokoju, cała drżąc.
Po jakiejś godzinie pojawiła się Kamila, spojrzała na mnie i pokręciła głową.
– Jak będziesz się tak stawiać narobisz sobie kłopotów.
Wzruszyłam ramionami.
– Nikt nie będzie mnie zmuszał do niczego – powiedziałam przez zaciśnięte ze złości zęby.
Kamila usiadła na łóżku obok mnie.
– Wykazałaś się odwagą moja droga, nie widziałam żadnej nowej, która by się postawiła Karolinie. W zeszłym roku jak ja tutaj przyszłam, Karolina próbowała swojego uroku na mnie. Byłam taka jak ty. Też się postawiłam. Nie chcesz wiedzieć co mnie spotkało później za to.
– Chcę.
– Jesteś tego pewna?
– Tak. Opowiedz mi proszę.

****

– Na hasło kici kici kotku odpowiadałam zawsze miauknięciem, to dawało względne poczucie bezpieczeństwa – zaczęła. – Do czasu gdy Karolina odkryła, że nie należałam do żadnej starszej, próbowała mnie złamać. W tamtym okresie Karola gustowała tylko w kobietach.

– Oh! – krzyknęłam ze zdziwienia.
– Razi cię to?
– Nie, nieważne. Mów dalej proszę.

– Pewnego dnia znów zaczepiła mnie na korytarzu. Powiedziała mi wprost, że wie, że nie mam opiekunki i że ona się mną zaopiekuje – zamilkła na chwilę. – Powiedziałam jej, że nie potrzebuję opieki i że sama doskonale sobie radzę. Po tych słowach złapała mnie za warkocz i siłą zmusiła do klęknięcia przed nią. Pytała jak sobie z tym teraz poradzę. Milczałam. Ona się śmiała. Po chwili puściła, a ja szybko podniosłam się z kolan. Pchnęła mnie na drzwi od toalety. Upadłam na posadzkę tłukąc sobie dotkliwie tyłek, zmusiła mnie do pełzania po mokrej podłodze kibla w takiej pozycji w jakiej upadłam. Przeszła obok, zaciągnęła mnie za włosy do jednej z kabin. Ja już wiedziałam, ja już czułam co będzie chciała zrobić.

****

– Liż sracz – powiedziała Karolina.
– No chyba kpisz – odpowiedziałam plując śliną ze złości.
– Nie, nie kpię, zrób to, albo napijesz się wody z kibla i umyję Ci w nim twój pyskaty ryj.

****

Kamila chwilę siedziała patrząc się w ścianę.
– Wzbierał we mnie bunt. Adrenalina krążyła w moich żyłach rozkosznie rozpływając się po całym ciele. Złapałam ją za przedramię i wbiłam jej paznokcie. Puściła mnie wrzeszcząc. Podniosłam się i przycisnęłam ją do ścianki oddzielającej kabiny.
Spojrzałam na nią i powiedziałam, że nią gardzę i że gardzę jej opieką. Naplułam jej w twarz. Puściłam, a wychodząc kątem oka zauważyłam jak osuwa się na posadzkę.

****

– Trafiła kosa na kamień – powiedziałam z podziwem
– Tak, trafiła – przytaknęła. – Ale i ty jesteś takim kamieniem, tyle że nie jeszcze nieukształtowanym.
– Nie wiem, może… – zamyśliłam się.
– Nie martw się, zaopiekuję się Tobą – powiedziała po chwili obejmując mnie ramieniem.
– Dobrze – pogłaskała mnie po włosach, po czym wyszła z pokoju.

****

Kamila stała nad łóżkiem swojego nowego kociaka, którego miała pod opieką i patrzyła jak słodko śpi. Aneta jej się podobała. Była silna i nie dała się zastraszyć.

Wślizgnęła się pod kołdrę obok rudowłosego kota, delikatnie ręką sprawdziła co ma na sobie. Uśmiechnęła się i zanurkowała pod kołdrę.

****

Wyrwana ze snu poczułam, jak jestem obracana na plecy. Przerażona zaczęłam się wyrywać, czułam jak coś pełznie po moich udach z przerażeniem stwierdziłam, że to dłonie Kamili.
Kamila wyłoniła się z pod kołdry. Jej oczy skrzyły z podniecenia.
– No daj spokój chyba Cię to nie gorszy, co? – zakpiła.
– Owszem gorszy – odparłam z rumieńcem na twarzy. Co prawda fantazjowałam o kobietach, ale nigdy nie miałam odwagi by wprowadzić to w czyn.
– Oh nie przesadzaj, każda z kobiet ma biseksualną cząstkę w sobie.
– Wątpię – zamknęłam odruchowo oczy, poczułam jak jej ręka ześlizguje się na moje nagie łono.
– Ojej, jaka jesteś gładka…
– Przestań! – krzyknęłam przerażona czując jej oddech między moimi udami.
– Cicho mała, jeszcze kogoś tutaj ściągniesz. Po prostu poddaj się temu, albo może pomyśl, że jestem facetem.
– Nie potrafię. Nie byłam jeszcze z facetem!
Kamila wyłoniła głowę nad kołdrę.
– Serio?
– Uhm – spłonęłam rumieńcem.
– Zatem wielki to zaszczyt dla mnie – roześmiała się. – Nie miałam jeszcze okazji… – urwała dopadając ustami do mojej skóry.

****

Po wszystkim Kamila przyznała się, że gdy śpię mówię przez sen. Byłam zła na siebie bo pewnie wypaplałam masę informacji i stąd wiedziała o kobietach… Do czasu kiedy przyjechały kolejne mieszkanki spałyśmy w jednym łóżku razem.

Sandra, była blondynką niską i szczupłą, bardzo drobną. Była z drugiego roku studiów. Natomiast Beata chodziła do liceum. Beti była przy kości i była mulatką uczyła się zaocznie w zawodówce dla dorosłych.

Pewnego wieczoru oglądałyśmy jakiś film na komputerze. Beti przytuliła się do Kamili, a mnie jakby ktoś w pysk dał zazdrość we mnie aż kipiała. Wstałam odtrącając rękę Kamili, już chciałam wyjść… Zażądała żebym się zatrzymała. Stanęłam jak wryta w miejscu i wstrzymałam oddech. Podeszła do mnie Sandra i… pocałowała mnie namiętnie. Jej jedwabiście gładkie usta przemknęły po mojej szyi.
Wtedy się domyśliłam. Nie byłam jedna, którą Kamila się opiekowała. Wszystkie jej kociaki spały w jednym koszyku.
Kochałyśmy się we trzy. Sandra, Beata no i ja. Kamila siedziała i przyglądała się jak się pieścimy.

****

Kiedyś zebrałam się na odwagę, aby otworzyć się przed nią i wypowiedzieć wszystkie swoje fantazje. Wstydziłam się tego, że fantazjuje o gwałcie czy o seksie z kilkoma mężczyznami.
– To wymagało odwagi – spojrzała na mnie uśmiechając się słodko.
– Może – wzruszyłam ramionami.
– I wyzbycia się wstydu wobec mnie.
– To tak.
– Myślisz, że potrafiłabyś wyzbyć się wstydu wobec 2 czy 3 facetów?
– Nie wiem.
– A gdybym tam była?
– Pewnie byłoby łatwiej.
– A co z gwałtem?
– To tylko fantazja…
– Fantazje się realizuje, zobaczysz. Kiedyś przeżyjesz każdą z nich, a część pewnie i dzięki mnie.