Przyjechałeś po mnie do pracy. Nie spodziewałam się Twojej obecności. Myślałam, że więcej się ze mną nie spotkasz, skoro ostatnim razem nie przekroczyłam psychicznej bariery.
Byłam zła na samą siebie za przebieg ostatniego spotkania, że Twoja obecność mnie peszyła. Nie byłam w stanie spojrzeć Ci w oczy…
Moje policzki płonęły, stres, strach, wstyd, poniżenie i te Twoje dominujące spojrzenie przeszywające mnie dogłębnie.
Pragnęłam Cię. Myślałam o Tobie, o Twoim zapachu, o cieple Twojego ciała.
Uzależniłeś mnie od siebie do takiego stopnia, że po spotkaniu czułam złość na swoje zbuntowane psychiczne ego, że nie byłam w stanie wydobyć z siebie wtedy głosu, odpowiadając na Twoją komendę – daj głos.

Zatrzymałam się w korytarzu, aby upewnić się, że czekasz właśnie na mnie, przepuszczając właściwie wszystkich wychodzących w bramkach biurowca. Chowając się za dystrybutorem kawy, widziałam że dalej stoisz i czekasz, więc ruszyłam w stronę wyjścia stawić Ci czoło.


Bałam się. Chciałam przejść obok, tak abyś mnie nie zauważył. Złapałeś mnie za przedramię. Twoje zimne zielone spojrzenie zapłonęło wpatrzone w moich oczach. Ogarnęła mnie panika.

Potrzebowałeś mnie… Teraz w tej chwili, pragnąłeś mnie tak jak ja Ciebie.

– Witam Pana – zaczepnie powitałam Cię, oczekując zmieszania…
– Witaj Su – Twoja odpowiedź zbiła mnie całkowicie z tropu. Co to jest Su?
Sama lekko zmieszana, poddałam się Twojemu dotykowi, a Twoja dłoń oparła się o moje lędźwie z nieco większą stanowczością niże zazwyczaj.
Przeszył mnie dreszcz. Ciało zalała fala pożądania… pragnęłam klęczeć u Twych stóp.

Złapałeś taksówkę, wsiedliśmy i odjechaliśmy z pod ogromnego szklanego biurowca.
Usiedliśmy na tylnej kanapie, a Twoja ręka spoczywała na moim kolanie.
Zakręt, ręka pomknęła w górę, pod sukienkę, nachyliłeś się i wydyszałeś prosto w moje włosy – nawet nie drgnij – ręka dalej pięła się w górę, po aksamitnym materiale mojej pończochy. Natrafiłeś na zakończenie koronką. – mmmm, lubię jak masz pończochy na sobie – przez moje ciało przebiegł dreszcz, zaniepokojona obecnością kierowcy zaczęłam się wiercić broniąc się nieudolnie przed palącym mnie żarem Twojej skóry.
– ciii, mała, nie ruszaj się.
Przełknęłam ślinę w oczekiwaniu.
Twoja ręka nie powędrowała wyżej, bawiłeś się koronką co jakiś czas muskając nagą skórę mojego uda.
Miałam wrażenie, że sprawdzasz moją wytrzymałość… że celowo mnie zawstydzasz.

Zakręt. Ręka chwyciła od wewnętrznej strony uda za pachwinę. Z moich ust wydobył się cichy jęk, oczy zapłonęły pożądaniem.

Dojechaliśmy na miejsce, blok na sypialnianej dzielnicy ogromnego miasta.
Weszliśmy na klatkę schodową, wsiedliśmy do windy. Nacisnąłeś guzik odpowiedniego poziomu, jednego z wyższych pięter. Jechaliśmy w milczeniu, czułam na sobie Twój wzrok. Zawstydzona nie odrywałam oczu od przemykających pięter przed sobą.

STOP
Zatrzymałeś kabinę windy, zerkając spod swoich rzęs w moją stronę. Poczułam strach i podniecenie. Ten wzrok… To spojrzenie.
W mgnieniu oka przywarłeś swoim ciałem do mnie. Starałam się nie poruszyć. Przeciągnąłeś nosem od zagłębienia za uchem aż do mojego obojczyka chciwie wdychając mój zapach. Moje zmysły szalały. Zamknęłam oczy… zamarłam w oczekiwaniu, złapałeś mnie jedną ręką w pół i wyszeptałeś z nosem wciśniętym między piersi lekko odkryte przez dekolt sukienki – dziś zostaniesz moją Su.

Kurwa! Co to jest Su? Z lekkim zakłopotaniem spojrzałam w Twoje oczy. Zdawały się być rozbawione moją reakcją, moim zaskoczeniem. Śmiejesz się ze mnie?

Pojechaliśmy dalej. Po chwili winda zatrzymała się na Twoim piętrze i wysiedliśmy z niej pozostawiając w kabinie intymny zapach pożądania.
– Czuję Cię, już się zmoczyłaś.
– tak Pan na mnie działa – wyszeptałam drżącym głosem.
Klucz zgrzytną w zamku, wpuściłeś mnie do mieszkania pierwszą.

– Chcesz coś do picia?
– tak, wodę poproszę.

Przyniosłeś w szklance wodę z dwiema kostkami lodu. Piłam łapczywie.
Stanąłeś za mną, złapałeś mnie za włosy i szybkim ruchem związałeś w koński ogon.
– chodź coś Ci pokażę.
Posłusznie wstałam i poszłam za Tobą.
Pokój był wyłożony folią malarską, nie było w nim żadnych mebli, same gołe ściany. Sprawnym ruchem dłoni wprowadziłeś mnie prowadząc moje plecy do wnętrze pomieszczenia.
– dzisiejsza sesja będzie w tym miejscu – spojrzałeś na mnie – coś nie tak?
– nie, Panie. Wszystko w porządku.

Byłam przerażona. Miałam przeczucie, że to powtórka z poprzedniego nieudanego moim zdaniem spotkania. Wydawało mi się, że nie będę potrafiła, że znowu moja psychika się zbuntuje, tupnie nogą i zamknie się w chatce.

Położyłeś ręce na moich ramionach, lekko dając mi do zrozumienia, że mam zmienić wysokość. Posłusznie wykonałam nieme polecenie i opadłam na kolana nie zważając na sukienkę. Spuściłam wzrok.
– spójrz na mnie – złapałeś mnie za brodę i poderwałeś głowę w górę. Czułam się zdominowana, bez reszty oddana. Otworzyłam oczy, lśniące strachem.
– nie bój się, zawsze możesz powiedzieć stop – nieśmiało uśmiechnęłam się.
– wiem Panie.
– pomyślałem, że tak będzie Ci łatwiej, kiedy to usłyszysz ode mnie i będziesz wiedziała, że nie będę miał do Ciebie o to żalu.

Zawiązałeś mi chustę na oczach.
Słyszałam jak odchodzisz, podłoga się poruszyła, po chwili usłyszałam jak drzwi się uchylają.
Chciałam odwrócić głowę za Tobą, ale wiem, że by Ci się to nie spodobało, więc siedziałam bez ruchu tak jak mnie zostawiłeś.
Słyszałam brzęk czegoś metalowego. Nie brzmiało to dobrze. Nie byłam pewna co to jest do chwili gdy cienki łańcuszek przemknął po mojej skórze. Już wiedziałam co masz w dłoni, to smycz dla psa.
Przerażenie mieszało się z ciekawością, po co Ci smycz? Czyżbyś chciał mnie nią związać?
– ręce przed siebie – moje źrenice zapewne rozszerzyły się pod osłoną z jedwabiu… Zwiąże mnie? Nie, nie chce… – ufaj – tak, masz racje, muszę i chcę Ci ufać to podstawa w drodze do bezpieczeństwa.
Wyciągnęłam dłonie przed siebie. Po moich dłoniach przemknęło coś delikatnego, jakby filc, po chwili coś chropowatego.
– Pomyślałem sobie, że to Ci się przyda, mam nadzieję też, że Ci się spodoba – po czym poczułam filc na delikatnej skórze swojej szyi.
O KURWA! Pomyślałam czując zapinaną przez Ciebie obrożę na skórze karku. Dreszcz rozkoszy przebiegł od miejsca zapięcia skórzanego paska po najbardziej intymne zakamarki mojego ciała. Zaczęłam się trząść intensywnie z podniecenia.

– Myślę, że teraz poczujesz się jak prawdziwa suka – usłyszałam trzask zapinanego karabińczyka smyczy na kółku mojej nowej ozdoby.
– Nic się nie bój – pogłaskałeś mnie po głowie, lekko szarpiąc smyczą, tak że musiałam wesprzeć się na dłoniach o podłogę.
– Chodź Su, do nogi – aaaaaa pomyślałam, to zapewne zdrobnienie od słowa suka, poszłam za Tobą kierowana napięciem smyczy, a obroża filcem obracając się łaskotała moją skórę.
– siad! – usiadłam, kładąc pośladki na piętach, a ręce oparłam obok kolan na podłodze.
– wyprostuj się – dotyk palcatu na plecach, spowodował, że wypięłam cycki do przodu.
– dobrze, grzeczna dziewczynka, a teraz poproś! – uniosłam się i wyprostowałam pamiętając, że chcesz aby mój biust był wyeksponowany, moje dłonie powędrowały pod brodę mimowolnie wykonując delikatny ruch po półkole tak jakbym faktycznie prosiła.
Pogłaskałeś mnie po głowie.
– Jak psy proszą?
– mhmmm mhmmm – cichy pisk wydobył się z mojego gardła.
– dobra dziewczynka, dobrze Ci idzie – wtedy też w zasadzie dobrze szło…
– a teraz daj głos!
NIE! Jakie to upokarzające, mogę robić wszystko. Piszczeć, skamleć, poruszać tyłkiem jakbym chciała zamerdać ogonkiem, mogę nawet jeść Ci z ręki miski czego tylko chcesz, ale nie potrafię przemóc się aby wydobyć ze swojego gardła dźwięk przypominający szczek psa…

Ostry piekący ból przeszył skórę pod moją sukienką na wysokości lewego pośladka. Pisnęłam, Dźwięk przypominał skowyt szczeniaka, którego przypadkiem się nadepnie… To był przypadek, podświadome, nie planowane, ten dźwięk wyrwał się z moich strun głosowych…
– daj głos – padła kolejna komenda
Cisza… wstyd mi… nie potrafię. Muszę! Walczyłam ze sobą. Ostry piekący ból po prawej stornie ciała, pisk bitego psa…
Kwilenie, nawoływanie szczeniaka, który zgubił matkę…
– daj głos! – trzeci raz to samo. Wiedziałam, że mi nie odpuścisz.
Zacisnęłam oczy w niemym bólu. Nie myśl! Zrób to! Przestań się zastanawiać! Po prostu zaszczekaj – wołała moja podświadomość z głębi mojej psychiki.
– ar waf – wyrwało się cisze szczeknięcie z moich ust.
– dobra dziewczynka, jeszcze, szczekaj! – zachęcałeś
Wzięłam głęboki oddech i zaszczekałam jeszcze dwa razy. Pogłaskałeś mnie po głowie, czułam ulgę, w głowie miałam mętlik, czułam jak pieką mnie oczy. Twoja dłoń dotknęła mojej brody.
– weź – powiedziałeś, nie wiedziałam co tam jest, nie widziałam nic prócz delikatnej poświaty światła… pociągnęłam nosem węsząc jak prawdziwy pies. Otworzyłam usta i delikatnie sięgnęłam po to coś językiem. Słodkie, to kostka czekolady.
A więc jest kara i nagroda, przysmak. Może nie psi, ale z pewnością mój…

Zdjąłeś mi chustkę z oczu.

– daj głos Su!
– waf waf.
– siad! – usiadłam tak jak poprzednio.
– waruj! – folia zaszeleściła pod moim biustem kiedy klatkę piersiową oparłam o podłogę, a ręce wyciągnęłam przed siebie.
– turlaj się! – rozbawiona przeturlałam się na plecy z nogami zgiętymi w kolanach i uniesionych nad podłogą. Potem jeszcze raz i jeszcze raz. Fajne!
– pokaż brzuszek! – co? Instynktownie zatrzymałam się na plecach. Kucnąwszy nade mną pogładziłeś moją sukienkę.
– oh Su, ale się pobrudziłaś. Sięgnąłeś pod sukienkę i ściągnąłeś ze mnie dół od białego kompletu.
– Chcesz coś powiedzieć Su?
– Tak, Panie. Muszę siusiu…
– Spacerek… no dobrze. Zrób co masz robić.
Już się zbieram, żeby wstać na nogi i skierować się do toalety.
– Pozwoliłem, wstać? Jak pies robi siusiu?
O nie… A zresztą… podeszłam na czworakach, Ty stałeś nade mną. Przeszłam na kucki, oparłam dłonie o podłogę, jedną nogę w kolanie opuściłam niżej…
siiii… uh… obsikałam się…