Budzi mnie ciepło słońca. Otwieram oczy, widzę mrok. Mam na oczach przepaskę.
Chce się ruszyć. Nie mogę. W moją skórę wrzyna się coś szerokiego, ale miękkiego. Szarpie. Ty się śmiejesz. Czuję zapach skóry i cynamonu…
Czuję niepewność i podniecenie. Nie wiem czego ode mnie chcesz.
Nic nie mówisz.
Ręce i nogi mam przywiązane do ramy łóżka. Chyba leżę na samym jego środku. Dziwne, że nie obudził mnie Twój dotyk kiedy mi TO robiłeś.

Chcę mi się siusiu… Ból pełnego pęcherza z samego rana… Doskonale wiesz co czuję. Przesuwasz wierzchem dłoni po moim ciele. Drapiesz paznokciami…
Jest mi dobrze, ciałem targa doznanie przyjemności. Moje zmysły są wyostrzone i łakną nowości, chcą więcej niż normalnie.
Łapiesz mocniej. Odchylam głowę z rozkoszy cicho kwiląc.

– Chcę mi się siusiu.
Parskasz.
Moja skóra czuje jak dotykasz jej cienką skóra szpicruty. Prześlizgując się między moimi piersiami. Drugą wolną ręką łapiesz za prawą pierś. Krzyczę.
Puszczasz. Pochylasz się nade mną. Teraz wiem gdzie jesteś! Klęczysz między moimi udami… Dotykasz ustami prawego sutka, który twardnieje pod Twoim oddechem. Muskasz go zębami i po chwili obejmujesz go ustami.

W tym momencie w drugą pierś uderzasz lekko końcówka szpicruty. Co za doznanie! Jakie to intensywne. Rozkosz wygina moje ciało, a z ust wydobywa się jęk.

Odchylasz się i dalej końcówka prześlizguje się po moim ciele. Wkładasz we mnie dwa palce i poruszasz nimi. Mam ochotę złożyć nogi. Ale nie mogę. Uczucie jest zbyt intensywne. Kciukiem dotykasz łechtaczki. Mój oddech jest płytszy, zaczynam się wiercić. Końcówka szpicruty mknie przez brzuch do wzgórka łonowego.
Moje ciało wygina się w rozkoszy i osiągam satysfakcje z ust wydobywając stłumiony krzyk. Orgazm jest tak silny, że pod jego wpływem popuszczam…
Nie przerywasz pieszczot. Mimo ze krzyczę z bólu… Po chwili zalewa mnie fala paraliżującego ciepła… Słysze kolejny szum i fala rozkoszy ponownie zalewa moje ciało, umysł i zmysły szaleją.

Teraz już nie panuje nad sobą. Głośno krzyczę. Błagam abyś przestał… Nie przestajesz…

Warczysz do mnie: jeszcze raz, tego chcę, chcę Cię słyszeć.

Po chwili kolejny szum, fala rozkoszy, kolejny spazmatyczny krzyk i tracę przytomność. Znów jest błoga ciemność…